"Senne, ale nieśpiące" dziecko - co to właściwie oznacza?

Niemal w każdej książce o śnie małych dzieci i prawie na każdej stronie internetowej poświęconej tematowi snu dziecka kluczowa rada jest taka, by odkładać do snu senne, ale nieśpiące dziecko. W taki sposób dziecko stopniowo uczy się samodzielnego zasypiania, wskutek czego z reguły zmniejsza się ilość nocnych wybudzeń i wydłużają się drzemki dzienne. Ale co, tak naprawdę oznacza stwierdzenie „senne, ale nieśpiące dziecko”? Czy takiemu dziecku mają kleić się oczy czy wystarczy, że będzie wyciszone?

Definicja „senne, ale nieśpiące”

W idealnym świecie dziecko jest wyciszane do momentu, kiedy staje się spokojne, zrelaksowane i ma już zamknięte oczy. Następnie dziecko jest odkładane do łóżka. Układa się wygodnie, ma rozkojarzony wzrok, patrzy jak rodzic wychodzi z pokoju i po chwili spokojnie zasypia. W rzeczywistości może to wyglądać zupełnie inaczej.

U niektórych dzieci zasypianie wygląda w ten sposób, że zanim zasną wykazują bardzo subtelne oznaki zmęczenia, czy senności. Mają oczy szeroko otwarte, a po chwili już śpią. Właściwie nie ma mowy o etapie „senności”. W takiej sytuacji „senne, ale nieśpiące” dziecko będzie w momencie, kiedy jest już ono spokojne, ale nadal ma otwarte oczy. Oznacza to, że jest dobrze wyciszone i nie będzie wiercić się, raczkować, wstawać, czy bawić się.

Jak długo wyciszać dziecko, by było „senne, ale nieśpiące”?

W idealnym świecie za każdym razem udaje się wyciszyć dziecko na tyle, by było ono w stanie zasnąć samodzielnie, ale jak to wygląda naprawdę? Czy jest to możliwe? Jak mocno trzeba się starać, by udało się wyłapać odpowiedni moment?

Podczas rytuału przedsennego chcemy, by dziecko było spokojne i zrelaksowane. Jest to ważne szczególnie, gdy zmieniamy ten rytuał i dążymy do tego, by dziecko zaczęło zasypiać samodzielnie. Uważam jednak, że wyciszenie dziecka do momentu „senne, ale nieśpiące” nie powinno trwać zbyt długo.

Po pierwsze, jeśli jesteście w trakcie wprowadzenia nowego rytuału przedsennego bardzo prawdopodobne jest to, że dziecko się ożywi i rozbudzi w momencie, kiedy zostanie odłożone do snu. Nie ma więc sensu wyciszać dziecka przez godzinę, by po chwili zobaczyć, jak rozbudza się zaraz po odłożeniu.

Po drugie, nie chcemy, by dziecko było zbyt zmęczone, ponieważ utrudni to cały proces. Jeśli przeciągniecie czas czuwania dziecka o 30 minut dłużej niż wynosi jego komfortowy czas czuwania, to prawdopodobieństwo, że dziecko będzie poirytowane i odmówi zaśnięcia „na nowych warunkach” jest znacznie wyższe.

Waszym celem jest ustalenie stałego rytuału przed snem i konsekwentne jego przestrzeganie. Jeśli plan dnia jest odpowiedni dla wieku, to na końcu rytuału wieczornego dziecko powinno być na tyle wyciszone, by mogło zasnąć spokojnie. W konsekwencji takiego postępowania w ciągu kilku tygodni możliwe będzie odkładanie do łóżka coraz mniej sennego dziecka. Będzie mu łatwiej samodzielnie zasypiać.

Ale trzeba brać także pod uwagę temperament dziecka! Jedno dziecko przez 5-10 minut będzie odmawiać drzemki zanim się wyciszy i zaśnie, po drugim zaś od razu widać, że nadeszła pora jego drzemki, wystarczy położyć go do łóżeczka i wyjść z pokoju. Dziecko pobawi się samo przez ok. 10 minut i szczęśliwie zaśnie. Nie oznacza to jednak reguły i że od samego początku tak będzie. Ale czas i konsekwentne postępowanie rodziców zrobią swoje.

Na początku „nauki samodzielnego zasypiania” optymalny czas na wyciszenie dziecka to 10-15 minut. Jeśli nie udaje się wyciszyć dziecka należy sprawdzić, czy rytuał wieczorny rozpoczyna się we właściwym momencie. Zbyt zmęczone dziecko może mocno płakać albo być bardzo pobudzone. Niezmęczone dziecko może być rozbawione i szczęśliwe, uśmiechać się i zaczepiać opiekuna zamiast się wyciszać. Oznacza to, że jest zupełnie niegotowe do snu.

Zostaw komentarz